Aktualności


Z Tomaszem Królem, trenerm w Projekcie DZN rozmawiała Agnieszka Pleti


Panie Tomaszu, kończy się dziś kurs w Ostrowie. Widać niesamowity entuzjazm u wielu osób, które w nim brały udział. Od początku tak było?

Na początku naszych zajęć wcale nie było lekko. „Panie Tomku, ja wiem tylko gdzie jest ENTER" - takie i podobne stwierdzenia nie raz towarzyszą naszym pierwszym zajęciom. Później zdarza się, że niektórzy z kursantów zmieniają kierunek o 180 stopni. Tak było i w tej grupie. Jeden z uczestników odważył się nawet na zakup laptopa, by samodzielnie w domu zgłębiać nabytą w trakcie kursu wiedzę. Pamiętam, że kiedy zaczynaliśmy w ramach zajęć pracę z pocztą elektroniczną, zasypywałem moich kursantów mailami. Zadaniem uczestników było odpisywanie, otwieranie załączników itp. Jeden z panów tak się niecierpliwił na kolejne wiadomości, że mailował do mnie nawet w nocy (śmiech). To są niezwykłe momenty w tej pracy. A ponadto to jest dokładnie to, o co nam chodzi. Jeżeli się pewnych czynności nie ćwiczy i nie powtarza, to się ich szybko zapomina. A jeśli takie ćwiczenia sprawiają radości i są zabawą, to nauka przychodzi znacznie łatwiej.

Na jakim poziomie była grupa, z którą realizował Pan kurs?

Nie będzie przesadą jeśli powiem, że na poziomie bardzo podstawowym. Z wyjątkiem może dwóch osób. Pozostałe osoby w grupie zaczynały od podstawowych informacji - włączanie komputera, pracowanie myszką, obsługa Windows... I co ważne - nie należy się tego wstydzić. Ja jestem pełen podziwu właśnie dla takich osób - to ci kursanci robią największe postępy. Zresztą wystarczy spojrzeć na prezentacje, jakie przygotowali na zakończenie kursu.

Czy któraś z tych prezentacji szczególnie zapadła Panu w pamięć?

Bardzo podobała mi się prezentacja z ortografii. Została zaprojektowana z myślą o małych dzieciach, w klasach 1-3. Działała na zasadzie labiryntu. Zawierała bardzo ładną i sugestywną grafikę, która pomaga dzieciom w tym wieku zapamiętać właściwą pisownię. Cieszy mnie fakt, że uczeni przez mnie nauczyciele nie bali się eksperymentować, np. z PowerPointem. Zdarzało się, że wykorzystywali narzędzia, o których nie mówiliśmy w trakcie zajęć.

Zatem, w ramach podsumowania - czego udało się Panu nauczyć nauczycieli w trakcie całego kursu?

Trzeba przyznać, że po tym kursie nauczyciele mają całkiem sporą wiedzę. Potrafią wykorzystać komputer na lekcji - włączyć go, podłączyć rzutnik, uruchomić rozmaite programy, prezentacje. Być może z boku nie wygląda to na bardzo zaawansowany poziom, ale z perspektywy osób, które wcześniej niewiele miały wspólnego z komputerem, to jest dużo. Oczywiście program kursu nie obejmuje tylko odtwarzania gotowców - końcowe prezentacje są autorskimi projektami. Zatem dodajmy posługiwanie się pakietem Office, programami graficznymi, Windows Movie Maker-em... Sporo tego.

Czy w ramach kursu nauczyciele uczą się również jak wykorzystywać Internet?

Oczywiście, że tak. Przeglądamy różne serwisy edukacyjne, strony z przykładowymi scenariuszami lekcji. Starałem się przybliżyć sieć, jako niewyczerpane źródło wiedzy i materiałów pomocnych do prowadzenia lekcji. Uczyliśmy się, jak znaleźć gotowe materiały, które można wykorzystać np. w pracy z tablicą interaktywną, którą dysponuje szkoła.

Co Panu sprawia największą radość w pracy z nauczycielami?

Myślę, że fakt, że oni się cieszą z tego, że czegoś się nauczyli. To jest niesamowite - na początku niektóre osoby przychodziły przerażone, a teraz właściwie bardzo żałują, że kurs się kończy. Dla mnie dużym sukcesem, jest to, że uczestnicy chcą przychodzić na zajęcia, że się nie nudzą, mimo że muszą temu poświęcić sporo czasu. Jeśli miałbym znaleźć coś, co dla uczestników kursu było największym wyzwaniem, byłby to z pewnością Exel. To jest trudne narządzie, aczkolwiek niezwykle pomocne. Potrzeba jednak czasu, żeby się do niego przekonać. Choć krzyżówki, które można właśnie w Exel-u przygotowywać spodobały się od razu.

 

Zobacz galerię...